20 grudnia 2005

Nie, nie wstałam tak wcześnie...

I tak wiedziałam, że tak będzie...
Dobranoc.

19 grudnia 2005

Snuja by night 12 - O trąbach i wojnie - czyli o istnej apokalipsie...

Początek był jakoś na zupełnie inny temat - byłam u Andrzeja, potem poszliśmy gdzieś na spacer i ostatecznie znalezlismy się na skraju lasu za Rubinkowem, za szpitalem dziecięcym.
I wtedy się zaczęło. Zrobiło się ciemno i rozpętała się straszliwa burza, ale tak na prawdę to nie była burza, tylko ogromne ilości ogromnych trąb powietrznych. Byłam już sama. Trąby przewracały wieżowce, które upadały, jakby były z drewnianych klocków - segmantami, wszystkie w tę samą stronę, podczas gdy parter zostawał w zasadzie nienaruszony. Zbliżała się kolejna trąba, więc jak najszybciej biegłam do wieżowca, ustawionego na końcu rzędu, tak że byłam pewna, że nic na niego nie spadnie. Zaczęłam wciskać wszystkie przyciski domofonu, w końcu ktoś mnie wpuścił. Wtedy nadeszła trąba i wszystko poszło zgodnie z moimi przypuszczeniami - segmenty najbliższego wieżowca nie dosięgneły mojego. Wtedy uświadomiłam sobie, że przecież blok mojej babci stoi tuż pod wieżowcem i zostanie kompletnie zmiażdżony. Pobiegłam pędem do babci dzwoniąc przy okazji do mamy. No i mama biegła razem ze mną. Wyciągnełyśmy bacię i zabrałyśmy do jakiegoś bloku i sytuacja się powtórzyła. Burza trąbowa przycichła. Tylko gdzieś daleko widać było ciemne chmury i gdzie niegdzie krążyły małe przejrzyste trąbki, raczej nawet zawirowania kurzu niż trąbki. I już miałyśmy wychodzić kiedy z tych zawirowań zrobiła się bardzo cienka, ale bardzomocno zasysająca trąba - przy jej końcówce ziemia unosiła się jak wciągany przez odkurzacz dywan. Okazało się, że to wyjątkowo niebezpieczny typ trąby, który kroi wszystko, na co trafia na drodze. No i rozcięła nasz wieżowiec, jak nóż. Nam nic się nie stało, ale widziałam na rozkrojone na pół całe pokoje, szafy, zwłoki leżące to tu to tam. No i burza się skończyła.
Znowu byłam sama. Chciałam dotrzeć do domu, bo nie było zbyt bezpiecznie. Na całym Rubinkowie rozstawione były wojska - nasze i niemieckie, gotowe na sygnał do rozpoczęcia walk. Chciałam zdążyć zanim się zacznie. Ale jak wiadomo, z Rubinkowa do mojego domu jest baaardzo daleko. Eh, znudziło mi się to pisanie, a z resztą naprawdę muszę dokończyć pracę... ogólnie potem była wojna, dostałam się do niewoli, ale uciekłam, mordowałam niemców rzucając nożem (w realu nigdy mi rzucanie nie wychodzi) i podrzynałam im gardła, udawałam niemieckiego żołnierza, przygotowywałam zamach na szefa jednostki itp...

18 grudnia 2005

Snuja nocą

Dziś było mi z Wami naprawde fajnie.
Ago, MuzoMa, uwielbiam Cię kiedyś pijana.
Ago-Ofco-Najdroższa-Zamężna, całujesz bosko.
Żłuwiu, jesteś Głupią Dupą, że Cię nie było, ale i tak Cię kocham. Przemku-Który-Masz-Lwy-Na-Podwórku-I-Którego-Prawdę-
-Powiedziawszy-Nie-Znam pozdrawiam, chociaż nie pochwalam faktu, że wzgardziłeś imprezą, na której JA byłam (i nie tylko!).
Andrzeju, pozdrawiam Cię, bo Cię po prostu kocham!!!!!!!!!!!
To byłam ja - czyli Snuja.

Snuja by night 11 - O tym, co trzyma w ogrodzie pewien Przemek...

Cytuję tu mojego maila do MuzyMej, którego początkowo nie zamierzałam publikować. A cytuję po to, żeby było wiadomo, dlaczego pozdrawiam w następnym poscie Przemka. To by było na tyle.

a wiesz, dziś mi się znowu śnilaś - miałaś nocować u mojej babci, która jakoś, nie wiedzieć czemu, mieszkała tuż obok Ciebie, ale się rozmysliłaś, a ponieważ zostawiłaś dużo rzeczy, między innymi pościel, powiedziałam Ci przez telefon, żebys przyszła odebrać, ale Ci się nie chciało i stwierdziłaś, że jak Twoja ciotka będzie do Was jechać to może zabrać od Przemka Welca, który mieszkał w połowie drogi i razem ze mną wrzucałaś wszystkie rzeczy do niego przez płot na jakieś takie wiejskie podwórze, po którym biegały dwie lwice na łańcuchu i luzem zupełnie wściekły lew.
dawno już nie napisałam tak długiego zdania :P

14 grudnia 2005

Snuja by night 10 - O Tommym Lee...

Hm... Całego snu już dokładnie nie pamietam...

Miałam męża. Przystojnego, wysokiego bruneta. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że wygląda jak mąż Pameli Anderson. Więc mówiłam do niego Tommy.
Tommy był kompletnym psychopatą i kiedy nikt nie widział z pomiędzy książek na regale w salonie wyciągał błyszczący tasak i próbował mnie zamordować...

PS. Własnie znalazłam parę zdjęc Tommy'ego Lee w internecie. Okazalo sie, że jest obrzydliwy. Ten mój był dużo fajniejszy.

11 grudnia 2005

Snuja by night 9 - O mojej sportowej naturze...





Brałam udział w rajdzie Paryż-Dakar. Jechałam na motocyklu. Jednocześnie widziałam mapkę trasy i tak na prawdę, to nie był Paryż-Dakar tylko (poczekajcie, sprawdzę w atlasie, co tam jest) Fez (Maroko) - Ałma-Ata (Kazachstan, przy granicy z Kirgistanem). Hm... na tamtej mapce nie było Morza Kaspijskiego. Nie ważne. Po przejechaniu etapu pustynnego, trzeba było jeszcze przejść jakiś taki etap pośredni, przed wjazdem z Egiptu do Syrii (ta... nowa mapa Afryki północno-zachodniej i kawałka Azji poniżej). Etap pośredni polegał na jeżdzeniu w kółko w jakimś malutkim saloniku z automatami do gier. Ogólnie w klasyfikacji byłam druga (tuż przede mna jeździł jakiś facet - miał mniej okrążeń do zrobienia), ale doganiał mnie ktoś i w zasadzie wyprzedził, bo wyjątkowo wolno mi wydawano kartę uprawniającą do dalszej jazdy. W końcu wyjechałam za budynek salonu gier i okazało się, że to tam jest granica z Syrią. Przy okazji były jakieś bombardowania, gdzieś na wschodzie (bliskim :P), więc czasami wszystko przymierało i czekaliśmy, aż samoloty odlecą (amerykańskie!). Na granicy zostałam zatrzymana za brak rejestracji na rowerze (tak, to już był rower). Zaczęłam się tłumaczyć, że w Polsce nie trzeba mieć żadnej rejestracji. Okrzyczano mnie, że to nie Polska i mnie nie puszczą. W końcu przyszedł mój trener, zaczął tłumaczyć, że to rajd, że muszę i jakoś to załatwił. Wyjechaliśmy na szosę. Jechałam w peletonie. Cały ten peleton formował wieeelką ucieczkę - wszyscy jechali jeden za drugim i co chwila ktoś z końca jechał na początek. Komentator sportowy tłumaczył, że nasza polska reprezentantka jest mało doświadczona w ucieczkach i nie idzie jej zbyt dobrze. A dupa! Właśnie wysunęłam się na czoło! Naglę wszyscy zeskoczyliśmy z rowerów i pobiegliśmy gdzieś w pole. Bo to był biatlon. Dobiegliśmy do stanowisk strzeleckich. Ucieszyłam się, bo strzelać potrafię, ale okazało się, że nie mam okularów i nawet celownika nie widzę dokładnie. Z resztą pierwszy naboj mi się zmarnował, kiedy tylko złapałam karabin, bo nie był zabezpieczony... a potem ktoś mi zasłonił tarczę...
Końca rajdu nie pamiętam. Może go nawet nie ukończyłam, a może jeszcze nie w tym śnie... Ostatnia scena jaką pamiętam, to wieczór, kiedy z innymi uczestnikami rajdu graliśmy w pokera. Gdzieś pod granicą cośtam-chińską, niedaleko chińskiego muru.


Poniżej nowa mapa wg rajdu Fez - Ałma-Ata (po kliknięciu otworzy się powiększenie):


9 grudnia 2005

Snuja by night 8 - O tym jak nie doceniam...

Bzykałam się z Igorem, byłym (zdaje się) chłopakiem Berengere. Byliśmy razem. Zaczęło mi się śnić właśnie wśrodku tego bzykania, a że był to Igor, zamiast skupiać się na przyjemnościach, zaczęłam się zastanawiać jakim, kurwa, cudem ja z nim jestem?! Cały był w tatuażach i wygladał jak kryminalista. Z reszta w realu prawde mówiąc i tak wyglądał jak kryminalista.... Ja też miałam tatuaż - wokoł szyji (zrobiony kieyś tam dla niego). Zastanawiałam się, po co go zrobiłam w tak widocznym miejscu i myślałam sobie, że wywabienie go będzie kosztowało fortunę, zostanie mi blizna, ale jak tego nie zrobię, będę wyglądać debilnie jako pomarszczona babcia z tatuażem ze smokami i jaszczurkami wokół szyji.
Wacka miał w jakimś takim dziwnym, świdrowatym kształcie. Trochę się go bałam. Kiedy skończyliśmy, postanowiłam mu tak delikatnie powiedzieć, że z tego to chyba raczej nic nie będzie. Na co Igor wypalił mi: "A mówili mi wszyscy, że mnie nie docenisz!"

7 grudnia 2005

Snuja by night 7 - O tym, co to znaczy mieć mieszane uczucia...

Tak, wiem, nie było Snuji 6, a tu już 7. Snuja 6 jest juz zaczęta w draftsach i czeka na dokonczenie...
A jeśli chodzi o mieszane uczucia, to obrazek mówi sam za siebie... tak mi się dziś śnił Andrzej...