13 grudnia 2007

56 - pidżamka, moja obsesja...

Dość często mi się śni, że przychodzę do pracy w pidżamie. Po prostu zapomniałam/nie zdążyłam się przebrać. Pod pachą mam ubranie i szukam miejsca, żeby dyskretnie się przebrać. Tym razem chciałam się schować w łazience, ale okazało się, że japońskie dzieci mające lekcje piętro wyżej akurat miały przerwę i zajmowały cały hol, i oczywiście łazienkę też.

9 grudnia 2007

Łomża

A to zrobiłam interes w aptece! Podobno takie chodzą za 2,60 do 4 zł!

30 listopada 2007

55 - kolejny z serii pracowniczej...

Tym razem muzeum było przyjeziorną plażą. Z brudnego piachu wystawały ogromne, kompletne szkielety zauropterygów*, które regularnie były rozkopywane przez turystów, a do moich obowiązków należało przysypywanie ich piaskiem.

*Zauropterygi - wodny odpowiednik dinozaurów (które były lądowe!)

22 listopada 2007

Znalezisko z magazynu



Zabytek. Sądząc po bobrze późne lata osiemdziesiąte.

21 listopada 2007

Dzień na Zamku Wysokim



10*C... 60% wilgotność... Palce wykręca po godzinie. I kartki papieru też. Rzeźby i meble pewno też.

54 - O tym, jak zamieszkałam w pracy...

Żeby się nie spóźniać spałam w pracy. Miałam łóżko w gabinecie. Ciągle przewijali się jacyś ludzie, a mi było głupio, że jestem w pidżamie.

16 listopada 2007

53 - najglupszy sen stulecia

Byłam w miejscowym sklepie. Przy stoisku z warzywami zauważyłam kapary na długich łodygach, niektóre zawinięte w folię, które śmiały się złowrogo i groziły, że przejmą kontrolę nad światem.

9 listopada 2007

Miał być biały



Od września siedział w pączku i nie chciał się rozwinąć. I w końcu wyskoczyl 1 listopada.

31 października 2007

52 - sen zawodowy

Rzeźba, nad którą pracuję od dwóch tygodni rozsiadła się pod ścianą szeroko rozrzucając szaty na boki. Bezmyślnie gapiła się przed siebie poprawiając sukienkę. Denerwowała mnie. Patrzyłam na nią i myślałam sobie, że jest dużo grubsza niż mi się na początku wydawało. Być może w związku z tym będzie trzeba wiązać ją z innymi dziełami niż początkowo sądziłam.

23 października 2007

51 - jaki jest kuń?

Jaki jest kuń, każdy widzi.
Zobaczyłam go przez okno pociągu albo może autobusu. Był to koń grubokościsty i zimnokrwisty - klasycznie pociągowy. Maść maćkowata. Co to jest maść maćkowata? Mniej więcej taka, jak na obrazku. Dlaczego maćkowata? Kiedy byłam bardzo mała, miałam koleżankę z podwórka, która miała rodzinę na wsi, w związku z czym była wybitnym autorytetem w dziedzinie zwierząt gospodarskich. Ona właśnie wytłumaczyła mi, że czarny koń to jest kary, ciemnobrązowy to kasztan, jasnoszary to siwy. - A taki jasnobrązowy? - Taki jasnobrązowy to Maciek. I tak już zostało. Kiedyś nawet dowiedziałam się, co to za maść, ale pamiętam tylko Maćka.
Jak już napisałam, koń był maści Maciek. Spokojnie, pociągowym krokiem spacerował sobie między słupami telegraficznymi. Ani razu kopyto nie zsunęło mu się z drutów. Widać już od dawna spacerował po trakcji. Nawet ptaki przysypiające na drutach i słupach nie reagowały na mijające je ogromne cielsko konia.


20 października 2007

16 października 2007

morze by komórka

Plaża w Orłowie o tej porze roku jest naprawdę ładna. Tylko, głupia dupa, zapomniałam aparatu.

Morzeee!!!




Morze...





Bardzo fajny obrazek:




Tęcza:




Artysticznie:




Tu byłam:




Kakao, bo zimno byo:




W pewnej znanej restauracji:

3 października 2007

kwiat młodzieży malborskiej

Kwiat Młodzieży popija:




Kwiat Młodzieży zobaczył dziewczyny:

sushi

Zapomniałam Wam powiedzieć, że byłam na sushi. Uwielbiam sushi...

26 września 2007

50 - tajchman by mnie utopił...

Postanowiliśmy zburzyć zamek i zbudować go od nowa, a potem otynkować, żeby ładniej wyglądał.

24 września 2007

49 - wyjaśnienie zagadki wypadku...

W sobotę wieczorem doszło do stłuczki tuż przed mostem w Toruniu. A oto, jak się to stało:

Według zeznań Paris Hilton na komendzie policji w Toruniu:
- Jechałam do miasta i postanowiłam zaparkować. Zatrzymałam się więc przed mostem i zaparkowałam między pasami. Nie wiem, czemu tamten idiota wjechał mi w tył.

18 września 2007

11 września 2007

48 - na szybko, po cichu z pracy...

Zamordowałam 6 osób.
Zastanawiałam się, czy nie powinnam tego zgłosić na policję. Nie odczuwałam, żadnych wyrzutów sumienia, ale bądź, co bądź to było morderstwo, więc wypadałoby ponieść konsekwencje.
Andrzej też miał coś z tym wspólnego. Zapytałam go o radę. Przypomniał mi, że mordowanie było fajne i faktycznie uświadomiłam sobie, że było fajnie i wcale nie żałowałam.

No, ale ciągle nie wiedziałam, czy ponosić konsekwencje zbrodni, czy nie. Zgłosić się na policje?

29 sierpnia 2007

wieża radości, wieża samotności

mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą
mam parasol, który chroni mnie przed nocą

19 sierpnia 2007

47 - Tsunami

Mieszkałam gdzieś na Skarpie, mniej więcej tam, gdzie moja babcia. Było bardzo niebezpiecznie, bo trwała powódź i lada moment miało nadejść tsunami. Widziałam, jak na horyzoncie pojawia się fala. Ogromna ilość solonych orzeszków ziemnych pędziła z wielką prędkością w stronę osiedla. Fale odbijały się od bloków i rozpryskiwały we wszystkich kierunkach. Orzeszkowe odmęty sięgały aż drugiego piętra, a może i wyżej.


mad tea party

Byłam w urzędzie, żeby złożyć podanie o nowy dowód.
Co chwilę jakaś moherowa babcia z przodu krzyczała "Nie ma miejsca! Tu kolejka jest! Gdzie?! Nie ma miejsca!". Co inną chwilę ktoś pytał, która to już godzina, i ile godzin się czeka, i że to już tak późno. Co jeszcze inną chwilę ktoś z przedniej części korytarza krzyczał "Zwolniły się miejsca!" i cały korytarz przesuwał się o kilka miejsc w stronę krzyczącego.
Dlatego czułam się, jak Alicja na podwieczorku u Zwariowanego Kapelusznika:



(chciałabym dodać jeszcze nieskromnie, że montowałam filmik sama w bardzo niewygodnym programie)

12 sierpnia 2007

46 - Niekończąca się opowieść...

Aaaaaa! Zwariuję!
Znowu mi się śniło, że jest koniec roku, przychodzę do szkoły (tym razem mojej pierwszej podstawówki) i uświadamiam sobie, że przez cały rok nie chodziłam na lekcje biologii (chemii/fizyki/matematyki), a teraz ma być ostatnia lekcja i wiem, że na pewno mnie wywalą. I odbiorą mi tytuł magistra...

8 sierpnia 2007

45 - Świat za dziesięć lat

Miałam z Owcą wyjść do miasta. Byłam u niej w domu. Z pokoju dziecinnego wyszedł Konrad z Filipem, ale Filip nie był już niemowlakiem, tylko mniej więcej dziesięcioletnim chłopcem.
Zrozumiałam, że przeniosłam się w czasie. Filip coś tam pojęczał, że chce wyjść, a może że czegoś nie chce, w każdym razie po krótkiej dziecięcej histerii, wyszłyśmy z domu.
Postanowiłam wypytać Owcę o różne rzeczy, żeby po powrocie móc opowiedzieć innym o przyszłości.

Oto czego się dowiedziałam:

- jest rok 2017
- Owca i Konrad mają, jak na razie, tylko jedno dziecko, ale możliwe, że Agata jest w ciąży
- Owca ma dobrą pracę, nie wiem dokładnie jaką, ale to coś prawniczego i jest zadowolona
- pomnik Kopernika został zburzony, na jego miejsce postawiono zielony, fluorescencyjny pomnik w stylu starożytnych Majów przedstawiający Goliata urywającego głowę Dawidowi
- Polska została najechana przed Chińską Republikę Ludową, generalnie nie jest źle
- mamy 40 prezydentów
- pracuję w sklepie, bo jest to dużo bardziej opłacalne niż kariera historyka sztuki

3 sierpnia 2007

44 - O stworzeniach wodnych...

Szłam z grupą ludzi po drewnianym moście nad jakąś egzotyczną, wielką rzeką. W połowie mostu stał Król Dżungli ze swoją świtą. Miał nas przepuścić, ale popełniliśmy błąd, jakoś go uraziliśmy. Król odmówił zgody na przejście. Most rozpadł się pod naszymi stopami na kawałki. Uczepiliśmy się ich i próbowaliśmy dopłynąć do brzegu pobliskiej wyspy. Jakaś dziewczynka zaczęła krzyczeć, że w tej rzece pływają malutkie, żarłoczne rybki, które rozszarpią nas na strzępy. Ledwo to powiedziała, a chmara rybek rzuciła się na nią i rozszarpała ją na strzępy. Ludzie w panice rzucili się do brzegu. Część z nas zginęła, część się uchowała, ja miałam tylko trochę ponadgryzane nogi.
Na wyspie, na którą dotarliśmy, stał dom u stóp skalistego wzgórza. Zatrzymaliśmy się tam, póki nie udałoby nam się wymyślić, jak przechytrzyć rybki. Ale rybki były sprytne, nie dały się nabrać na przynęty rzucane, żeby je odciągnąć od ludzi - kiedy tylko człowiek wszedł do wody rozszarpywały go w kilka sekund. Znów kilka osób zginęło.
Jak się okazało, rybki nie były jedynym problemem, bo wkrótce pojawiła się gigantyczna ośmiornica, która swoimi długimi mackami wyciągała ludzi z domu i ich pożerała. W końcu zburzyła cały dom. O dziwo w tej katastrofie nikt nie ucierpiał.


Gdyby ten sen trwał jeszcze trochę dłużej, nikt chyba nie zostałby w nim przy życiu.

2 sierpnia 2007

pieter claesz made in poland



Dawno już to zrobiłam. Miała być seria, na razie jest jedna sztuka. Na podstawie martwej natury ze śledziem Petera Claesza z 1636 r.

Znalezione

< heremis > Ale mialem pojebany sen :/
< siwy > Co Ci sie snilo ?
< heremis > Snilo mi sie, ze jestem niewidomy, bo mi kodekow brakowalo :/

31 lipca 2007

43 - Z tych koszmarnych...

Zaczęły mi się łamać i wypadać zęby. Najgorsze było to, że byłam przekonana, że tym razem to nie sen. Dentysta starał się mi przywiercić zęby przy pomocy wiertarki, drutów i śrub - takich jakich używa się do składania złamań. Znieczulił mnie, ale czułam nacisk wiertarki przebijającej mi dziąsła. śruby były ogromne i wystawały mi na zewnątrz ust.

jak u de la tour'a



30 lipca 2007

Bałtyckie smęcenie




Żaby, żubry i inne zwieżęta na Ż

Żaba w żaroślach:



Żaba żamoczona:



Żaba kontemplująca grążela:



Grążel kontemplujący żabę:



Dwa żubry w deszczu:



Żropucha (wejście i wyjście smoka):



Świerżczyk (wiem, że po kryjomu lubicie je oglądać):



Dzisiejszy odcinek sponsorowały literka Ż oraz kolor Zielony

Kormoranowe koronki



29 lipca 2007

Malbork

Wróciliśmy już z rowerowej wyprawy na Kaszuby, spontanicznie wydłużonej o pobyt na Mierzei Wiślanej. Wydłużonej też o chwilowy pobyt w Malborku.
Ogłaszam oficjalnie: wyprowadzam się tam pod koniec sierpnia i zaczynam pracę.
Na razie jako asystent bez kolekcji, a potem zobaczymy.








Później wrzucę trochę zdjęć z wyprawy.

22 lipca 2007

42 - O tym, że nie należy ufać staruszkom...

Wracałam autobusem z wycieczki do Francji. Zatrzymaliśmy się gdzieś w Niemczech na stacji benzynowej. Chciałam kupić sobie coś do jedzenia, ale nie mogłam się zdecydować, czy wolę coś słodkiego, czy niesłodkiego. W końcu stanęłam obok chłodziarki z różnymi ciastami i ciasteczkami. Postanowiłam wybrać coś wybrać. Obok mnie stanęła staruszka.
- Czy mogłabyś mi podać, moje dziecko, ten tort, tam na dole? - zapytała wskazując najdroższy, kremowy tort z dolnej półki.
Od początku coś, mi się nie podobało, skądś wiedziałam, że ta staruszka wcale nie chce kupić ciasta. Spojrzałam na nią pytająco.
- No co... głodna się zrobiłam... - powiedziała.
Wyjęłam tort. Babcia zażyczyła sobie, żebym zaniosła tort do kasy i kazała pokroić. Zaniosłam i kazałam. Kasjerka grzecznie pokroiła tort, po czym zapytała:
- A kto będzie za to płacił?
- Yyyy... ta pani...
Odwróciłam się, ale staruszki już nie było. Zrobiło się zamieszanie, podeszła kasjerka z kasy obok, próbowałam wytłumaczyć, że ja nie chcę tego tortu, że chciała go jakaś babcia.
Nagle, zobaczyłam staruszkę, jak przebiega przez opuszczoną sąsiednią kasę z laską pod pachą i ukradzioną torbą pomidorów! Rzuciłam się w pościg. Dopadłam ją na parkingu i z impetem przewróciłam na ziemię.
Dalszego ciągu niestety nie pamiętam, ale mogło dojść do brutalnej walki we wschodnim stylu kung-fu, tudzież brazylijskim dżudzitsu.




16 lipca 2007

Night by telescope 4

M31, czyli Galaktyka Andromedy.
Słaba mgiełka. Oczekiwałam czegoś nieco bardziej spektakularnego...
Trzeba wyjechać gdzieś na wieś...

Wyglądało to mniej więcej tak:



Nie czuję się tym widokiem usatysfakcjonowana, ale nr 31 mogę z mapki odhaczyć:


11 lipca 2007

Kurak

No i tak, po raz kolejny wyprawiam polskiego (ęęę???) rycerza na bitwę. Może tym razem uda mu się wygrać...