31 października 2008

15 października 2008

poniedziałek w Zoppot

Francuskie pasztety i wędliny z winem X na przystawkę, potem quiche z borowikami i sałatą w lekkim winegrecie z langwedockim winem Y (dobry rocznik - 2005), na deser (pół?)słodkie różowe Z z gminy Bergerac (albo Cahors). Gdybym tylko pamiętała nazwy tych win. A quiche był boski....
No kocham moje życie.



Dla zainteresowanych - to w Winiarnia Cyrano & Roxane na Monciaku, zaraz za torami, tam gdzie kiedyś była cukiernia.

AKTUALIZACJA:
wino X: Vin de Pays coteaux de Murviel - La Combe 2004
wino Y: AOC Cahors - Cuvée Maurin 2005
wino Z: Vin du Pays du Lot - Malbec Rosé

9 października 2008

69 - Muza powraca...

Wbiegłam do kościoła sporo spóźniona. Owca już tam siedziała - spojrzała na mnie z oburzeniem. Zaraz za mną wbiegła Anka i usiadła w ławce za nami. Tak. To się działo. Agnieszka brała ślub. Miała na sobie piękną suknię, szkoda tylko, że zasłoniętą rozciągniętym granatowym swetrem zwisającym prawie do kolan. Było tam dużo panien młodych i kawalerów, na początku nie mogłam dojść, za którego wychodzi Aga. Wreszcie ustawili się w parze, coś tam sobie przyrzekli i świeżo upieczony małżonek poszedł precz. Generalnie Aga nie zwracała na niego szczególnej uwagi. Po prostu wychodziła sobie za mąż.
Przed kościołem zapytałam Agnieszkę, czemu właściwie ni z tego ni z owego się zdecydowała.
- Eeee... bo już czas był... tak sobie chciałam wyjść.
- Chcesz z nim być do końca życia? A co, jak ci się znudzi? Rozwiedziesz się?
- Jooooooo...